Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Małe wydarzenia, początkujące wielkie przełomy

Małe wydarzenia, początkujące wielkie przełomy

-O jak dużo prac… - zagderała Patricia Farina chowając swoją płaską twarz w podręcznik transmutacji.
-Wystarczy trochę pomyśleć Patri, a na pewno uda Ci się wszystko odrobić – powiedział James z poważną miną a Syriusz Black wybuchł śmiechem.
-James, to nie było śmieszne. – Amy spojrzała mu prosto w oczy. – Musisz się w końcu nauczyć, że gnębienie osób jest ZŁE!
-Kolejny wykład Ślicznotki?
Na kanapę rzucił się jakiś niezidentyfikowany obiekt pochodzenia Domu Gryffindoru. Chłopak miał krótkie szczecinowate włosy, niewątpliwie przystojną twarz i śliczny uśmiech.
-Nie nazywaj mnie tak Derek – powiedziała stanowczo Emily Baker znad podręcznika.
-In’Flames! – krzyknął uradowany Potter. – Stary, wieki Cię nie widziałem. Jak tam wakacje?
-Gorące…
Emily pochyliła się nad książką. Wakacje Flamesa nie wydały jej się najciekawszym tematem. Zwłaszcza, gdy ma się do odrobienia esej z eliksirów.
-Elo, ziomy!
Do Pokoju Wspólnego weszła April Blethyn. Jej czarne włosy obcięte „na dwie zapałki” były stylowo rozczochrane. Oczy podkreśliła mocno ciemnozielonym cieniem, usta miała niemal purpurowe. Nie była najładniejszą dziewczyną w szkole. Pewnie nie mieściła się nawet w pierwszej dwudziestce… Bo tą uważaną za obdarzoną najdelikatniejszą urodą zawsze była uważana właśnie Emily Baker, spędzająca godziny przed książkami i przed snem powtarzająca wszystkie materiały przerobione danego dnia na lekcjach. Amy jednak w ogóle nie zwracała uwagi na swoją urodę, a chłopak był ostatnią (!) rzeczą, jaka by mogła ja interesować. April natomiast była jej kompletnym przeciwieństwem. „Puszczała” się na prawo i lewo. Co drugi dzień zmieniała chłopaka, a z każdym się obnosiła jak najbardziej mogła. Mimo to była najlepszą przyjaciółką Amy.
-Poziom godny pożałowania – sparodiował Emily Syriusz. Baker posłała mu mordercze spojrzenie zza książki.
-O, cześć In’Flames.
-Cześć Blethyn.
In’Flames był rok starszy od nich i był powszechnie lubiany i znany w szkole. Wielu uważało go za swojego idola, chociaż nie zwracał tak na siebie uwagi jak Huncwoci i był o niebo spokojniejszy. Czasem. Nigdy jednak nie widywano go z dziewczynami.
-Co ty robisz Am? – spytała April siadając koło przyjaciółki. – Dopiero się wakacje skończyły.
-Jakbyś nie zdążyła zauważyć Slughorn zdążył już nad zadać esej…
-Ojej, naprawdę?
-Tak – odpowiedziała jej załamana Patricia.
-Ou… A co z nowymi nauczycielami? Brakuje nam od Latania i Obrony.
-Od Obrony jest jakiś Joel Lennix – odpowiedział Derek dźwigając się z kanapy. – Miałem z nim dzisiaj.
-I jak? Tak samo dziwny jak jego nazwisko?
In’Flames wyjął z kieszeni spodni pudełko tabaki. Wysypał szczyptę proszku na rękę i wciągnął go po kolei do obu dziurek nosa.
-Gorzej – mruknął mrugając załzawionymi oczami. – Aa, April i James. Donohue został kapitanem drużyny. Brakuje nam jednego pałkarza, ścigającego i bramkarza. Spore braki. Jutro na boisku – o 16. Macie być.
- Jasne – odparł James, a gdy Derek odszedł w stronę swoich kumpli dodał: - Donohue…?
- Myślałam, że Flames zostanie kapitanem – mruknęła April.
- Ja też – włączyła się Amy zaskakując wszystkich. Posłała długie spojrzenie Derekowi wycierającemu łzy z oczu. – Cóż, nie wygląda na zmartwionego.
- In’Flames byłby idealną osobą jako kapitan. – Remus podrapał się piórem po czole.
- Ale Donohue też pasuje. I jest starszy. – Amy wlepiła swoje jasne, błyszczące oczy w Lupina. Ten tylko wzruszył ramionami i wrócił do pisania eseju.
- Pierdy smerdy, wy piszcie ten zasrany esej a ja się z Syriuszkiem pobawimy. – James wstał i ruszył do dziury w portrecie.
- A kizimizimizimi… - mruczał Syriusz idąc za nim i chichocząc cicho.
- No, gołąbki poszły się pieścić, to ja mam kanapę dla siebie – krzyknęła April gdy dwaj czarodzieje znikli w dziurze i rzuciła się na sofę. – Ahh, życie z Neredem jest piękne…
- Kiim? – spytała Amy z niedowierzaniem.
- Nered. Taki krukon.
- A wiem, ten, co go wczoraj całowałaś na stacji w Hogsmeade.
- Nie. – April zmarszczyła nos. – Tamten to już przeszłość.
Amy wywróciła oczami i zatrzasnęła z hukiem książkę.
- Skończyłam. Remus, idziesz się przejść?
Lupin potrząsnął przecząco jasną czupryną.
- Mam jeszcze do dokończenia.
- Trudno, pójdę z Patricią.
Emily otrzepała szatę z nieistniejących pyłków, zarzuciła torbę na ramię i razem z Fariną ruszyły do dziury w portrecie.
Zeszły po schodach. Za oknem świeciło zimne, jesienne słońce. Amy wiedziała, że Patricia nie będzie miała ochoty iść do biblioteki, więc od razu skierowała się do wyjścia z zamku.
- O, patrz! Snelly!
- Kto? – spytała Amy z lekkim roztargnieniem w głosie.
- Snelly! Sara Snelly z Ravenclawu! Zna dużo świetnych plotek.
Amy westchnęła w duchu. Plotki były czymś, czego nienawidziła najbardziej.
- Jasne, idź do niej. – Uśmiechnęła się do Fariny i ruszyła dalej. Nawet gdy została sama – nie miała ochoty na odwiedziny w szkolnej bibliotece. Wyszła na świeże powietrze. Zbiegła lekko ze schodków i skierowała swoje spojrzenie w stronę stadionu Quiditcha. Nauczyciel który rok temu nauczał ich Latania odszedł na emeryturę. Przydałoby się dowiedzieć kim on jest. Jednak nawet gdyby był już teraz na terenie Hogwartu, na pewno nie przebywał by na stadionie tylko w zamku.
Amy ruszyła w stronę kamiennej ławeczki, na której lubiła się uczyć. Na miejscu jednak już ktoś był.
- Cześć.
Chłopiec podniósł rozczochraną głowę i zarumienił się lekko na jej widok.
- Cześć…
Amy obrzuciła krótkim spojrzeniem herb Ravenclawu wyszyty na jego szacie i nazwisko. FARREL. Nie mógł mieć więcej niż trzynaście lat. Chociaż wyglądał na mniej.
- Jestem Amy Baker. Często siedzę tu i się uczę – przedstawiła się poprawiając zsuwającą się z ramienia torbę.
- Farrel. Nicholas Farrel – chłopiec uśmiechnął się nieśmiało. – Siadaj.
Emily usiadła koło niego i przyjrzała się jego delikatnym rysom. Był śliczny. Chociaż o facetach powinno się mówić – przystojni, ten był po prostu cudny.
- A Ty czemu tu siedzisz?
- Lubię przebywać na świeżym powietrzu.
Pokiwała głową.
- Uważaj, żebyś się nie przetlenił.
Spojrzał na mnie z roztargnieniem.
- Co zrobił?
- Nie ważne – zachichotała. – Chyba za dużo się uczę. Powinnam przystopować.
- To nie trudne przestać się uczyć. To wręcz bardzo przyjemne – chłopiec wyszczerzył się do mnie.
- Ja to sobie powtarzam od dwóch lat i mi się nadal nie udaje.
Emily zaśmiała się tym razem głośno.
- Nie rozumiem co w tym trudnego. Zakochaj się, od razu przejdzie Ci ochota do nauki.
- Taak? – Amy spojrzała na niego z rozbawieniem. – To nie takie proste młody. Ja się nie zakochuję.
- To musi być przykre.
Nagle dobry nastrój z niej spłynął. Wlepiła puste spojrzenie w horyzont.
- Przepraszam. – Nicholas zadrżał niespokojnie. – Nie chciałem Cię zasmucić, przepraszam…
- To nic – mruknęła. – Nie czuję się samotna.
Wstała i spojrzała na niego z zamyśleniem. Nie wyglądał jej na osobę przepraszającą na to, że tylko żyje. Wydawał się jednak nie tyle być strasznie delikatny, ale i wrażliwy. Wiedziała, że naprawdę jej nie chciał sprawić przykrości.
- Chyba już pójdę, Nicholasie.
- Ja naprawdę…
-W porządku, wiem – położyła mu rękę na ramieniu i uśmiechnęła się szczerze. Po krótkiej chwili odwróciła się i ruszyła do zamku.


-Kozak – parsknął Michael O’Connor opluwając swój pergamin. Roland Donohue spojrzał na niego z rezygnacją.
-Zachowuj się – syknął.
-Nie bądź nudny Don. – Michael oparł podbródek o rękę i zaczął coś bazgrać na kartce. Roland zerknął i zanim jego przyjaciel zamazał inskrypcje, zdążył przeczytać trzy litery. S.S.L. Podniósł wzrok i zatrzymał go na nauczycielu Obrony Przed Czarną Magią.
Joel Lennix był mężczyzną po trzydziestce, nadal jednak w jego oczach można było dostrzec iskierki dziecięcej radości. Miał śniadą cerę i trochę przydługie włosy wchodzące mu to oczu. Poza tym lubił energicznie gestykulować i za pomocą ciała wyjaśniać uczniom różne pojęcia. Już po jednej lekcji zdążyli się zorientować, że jest nauczycielem bardzo wymagającym, który kładzie duży nacisk przede wszystkim na ruchu dłoni podczas rzucania zaklęcia.
-Ale serio. Ma ładne oczy – Michael zerknął na przyjaciela, żeby zobaczyć jego reakcję. Donohue wzruszył ramionami i zapisał na pergaminie jakieś zdanie.
-Wypowiadając zaklęcie unieś lekko różdżkę i wykonaj delikatne drgnienie w lewoo... – mruczał zapisując słowa.
-No Roland, powiedz w końcu w kim się zakochałeś!
Kilka osób z najbliższych ławek obejrzało się na nich. Michael podrapał się piórem w brodę, robiąc na skórze czarną, atramentową plamę.
-Lecz się – stwierdził krótko Roland. Zabrzmiał dzwon. Wstał, wrzucił podręcznik, pióro i pergamin do torby. Opuścił klasę szybkim krokiem, ale O’Conner deptał mu po piętach.
-Czyli nadal nie jesteś zakochany?
-Człowieku, wiesz, że mam łagodne usposobienie. Ale radzę Ci dobrze, nie odzywaj się dziś do mnie. Idę na trening. DOWIDZENIA.
Donohue zbiegł po schodach i ruszył w kierunku stadionu. Michael stał chwilę i wpatrywał się w wysoką postać swojego przyjaciela. Potrząsnął głową i wrócił do zamku.



2-sekrety 19/10/2008 15:01:56 [Powrót] Komentuj